W Pułtusku można więcej

Do tej pory premier Beata Szydło rządziła całą Polską, ale południem naszego kraju jakby bardziej. Z informacji, jakie uzyskała „GW” na początku marca z Kancelarii Premiera wynika, że od początku swojego urzędowania, czyli od listopada 2015 roku, odbyła aż 58 lotów na krakowskie Balice i 8 do Katowic. To wychodzi tak raz na tydzień. Loty odbywały się samolotami Embraer i CASA oraz helikopterem Sokół. Z lotniska panią premier odbierała kolumna samochodów rządowych i wiozła do celu. Ten cel znajdował się zazwyczaj w promieniu ok. 80 km od miejscowości… Przecieszyn.

Wizyty miały charakter społeczny (otwarcie pracowni rezonansu w szpitalu powiatowym), charytatywny (wręczenie upominków w domu dziecka), reprezentacyjny (udział w górniczym święcie Barbórki, łamanie się opłatkiem ze strażakami). A raz nawet państwowy (spotkanie z premierem Czech w granicznym Cieszynie).

Po tych wyczerpujących obowiązkach prezes Rady Ministrów znów wsiadała do limuzyny i zdążała do… Przecieszyna. Bo akurat zaczynał się weekend. A potem w odwrotną stronę: Przecieszyn – Balice– Warszawa… Niedawno jedna z takich podróży zakończyła się zderzeniem z seicento w Oświęcimiu, rozbiciem limuzyny rządowej i obrażeniami pani premier.

To uprzywilejowanie Małopolski i Śląska oraz… Przecieszyna w rządzeniu stało się tak widoczne, że doradcy wizerunkowi pani premier zasugerowali dla przeciwwagi wizytę – na Mazowszu. Wybór, nieprzypadkowo, padł na Pułtusk. To tam właśnie w czerwcu 2015 roku zjawiła się Beata Szydło swoim Szydłobusem, rozpoczynając kampanię wyborczą parlamentarną (po zwycięskiej kampanii prezydenckiej). Na pytanie rzucone wówczas tłumowi zgromadzonemu na rynku: „Co słychać w Pułtusku?”, rozległ się donośny głos emeryta: „Bieda, bieda…” (wcześniejsza wersja paprykarza spod Grójca wykrzyczana premierowi Tuskowi brzmiała: „Jak żyć, panie premierze?!”).

No więc teraz w Pułtusku pani premier chciała zobaczyć co z tą biedą się dzieje.

Aliści do ubóstwa pułtuskiego już nikt nie nawiązywał, bo spotkanie zorganizowane w eleganckiej sali Domu Polonii przez miejscowego posła PiS, obecnie najbliższego współpracownika pani premier, Henryka Kowalczyka, miało inny charakter. Rzec można – pro-, a nawet antyeuropejski. Premier Szydło wciąż nie może ochłonąć po wtopie w Brukseli i ciągle do tamtego pojedynku, Polska kontra reszta Europy, wracała.

- Myśmy ciężką pracą przez wiele dziesiątków lat to miejsce w UE sobie wywalczyli i nie pozwolimy się z niej wypchnąć, i nie pozwolimy, aby nasze, polskie, interesy zostały podporządkowane interesom innych – oświadczyła. I dalej: – Jeżeli chcemy być słyszani w UE, to musimy bardzo jasno, precyzyjnie i głośno mówić, jakie są nasze racje. Wtedy nas usłyszą, a jeżeli będziemy tylko przytakiwać, tak jak przytakiwali nasi poprzednicy, nikt nas nie będzie słuchać, możecie państwo być pewni. Pułtuszczanie chyba byli pewni, bo rozległy się oklaski.

Premier zdradziła też też, że następnego dnia (po wyborze Donalda Tuska na szefa RE) przywódcy pozostałych państw UE… nie mieli tęgich min, bo usłyszeli od niej, że jeśli dzisiaj nie szanują zdania Polski, to mogą się spodziewać tego, że niedługo każdego z nich spotka to samo… No, no…

Pani premier rozkręcała się coraz bardziej. Kamienna twarz, surowy głos… (a może odwrotnie).

Zabrakło tylko okrzyków: „Nie pozwolimy! Nie damy się! Zwyciężymy!”. Ale one, choć niewypowiedziane, pobrzmiewały w całym wywodzie polskiej premier, która równocześnie skarżyła się na Europę i odgrażała się Europie. Oraz zapewniała, że nie chce tej Europy opuścić (wielu pewnie się to nie podoba, że Polska jest bezpiecznym, spokojnym państwem, które się rozwija i będzie się rozwijało) itd., itp.

Na koniec dostało się samorządowcom, bo jak wiadomo ten rząd walczy na wszystkich frontach (Tusk, Trybunał, sądy, samorządy). Pani premier postawiła diagnozę (wypowiedzianą wcześniej przez prezesa z Nowogrodzkiej), że w samorządach dzieje się źle.

- Narosło też wiele patologii, różnego rodzaju nieprawidłowości, które po prostu trzeba naprawić i trzeba poprawić… Ale też trzeba przeciąć wiele sitw, siatek powiązań, różnego rodzaju patologicznych układów, które w samorządzie w wielu miejscach mają miejsce – wygłosiła pani premier surowym tonem. W Pułtusku można więcej i głośniej. I będą oklaski, których zabrakło w Brukseli.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 21 marca 2017 r.

Opublikowano Społeczeństwo | Otagowano , , , | Skomentuj